wtorek, 11 lutego 2014

Just Good Friends_6

Kochani!
Ze względu na problemy z organizacją postanowiłam na facebooku założyć stronę mojego bloga, by choć trochę uporządkować i usystematyzować moją pracę. Na tym profilu pojawiać się będą posty dotyczące terminów kolejnych notek, a także ich tematyki. Po cichu liczę na to, że włączycie się w tworzenie tej strony, a także tych opowiadań i podpowiecie mi, o czym chcielibyście czytać. Tam również będziecie mogli się ze mną skontaktować. Tymczasem zapraszam do zapoznania się z kolejną notką...
Liberian_Girl

link do strony na fb: https://www.facebook.com/pages/Heaven-with-Michael-Jackson/533733946724761

*

Bladoróżowa sukienka zwężana w talii i rozszerzająca się ku dołowi idealnie układała się na jej ciele. Miodowo-złociste włosy, po wysuszeniu, opadały lekkimi falami. Subtelnie podkreślone usta uśmiechały się łagodnie, a szaroniebieskie oczy lśniły w blasku świec. Wszystko było już gotowe. Na stole nakrytym kremowym obrusem ustawione zostały naczynia w kolorze intensywnej czerwieni, a z odtwarzacza znajdującego się w rogu salonu płynęła hiszpańska muzyka. To dzięki niej dziewczyna choć odrobinę mniej tęskniła za domem. Na jej przegubie zadźwięczały złote bransoletki, kiedy z piekarnika wyjmowała przygotowane przez narzeczonego alfajor- pyszne kruche ciasteczka z kajmakiem, które pamiętała jeszcze z czasów dzieciństwa. Następnie ułożyła je na jednym z talerzy i ostrożnie pomieszała podgrzewający się sos do spaghetti. Makaron ugotowany al dente tkwił jeszcze w durszlaku, czekając na przybycie gości.
- Scott! Długo jeszcze? Michael zaraz przyjedzie! - zawołała w kierunku schodów.
- Już schodzę!
Dziewczyna wytarła kropelki wody ze srebrnego zlewu i podeszła do lustra wiszącego w przedpokoju. Delikatną dłonią ujęła flakonik Euphorii Calvina Kleina i spryskała swoje nadgarstki, szyję i skronie. Kiedy odwróciła głowę, zobaczyła schodzącego po schodach mężczyznę ubranego w granatową koszulę i czarne spodnie. Jego bujne, czekoladowe włosy były elegancko zaczesane do tyłu, a twarz dokładnie ogolona.
- Czy mówiłem ci już, kochanie, że wyglądasz nieziemsko? - zapytał, schodząc z ostatniego stopnia i obejmując narzeczoną w talii.
Nagle, wśród taktów rytmicznej muzyki rozbrzmiał dzwonek zwiastujący przybycie gości. Gospodarz podszedł do drzwi i przekręcił zamek. Po drugiej stronie zobaczył Michaela trzymającego za rękę piękną kobietę. Wyciągnął dłoń i przywitał się z  przyjacielem.
- Miło cię widzieć, Michael.
- Ciebie również, Scott - przyznał z uśmiechem mężczyzna, wręczając jednocześnie gospodarzowi butelkę wina. - Proszę poznaj Brooke Shields.
- Bardzo mi miło. Zapraszam do środka.
- Dziękujemy. A gdzie podziała się Elena?
- Jest w salonie. Rozgośćcie się...
Michael wpuścił przodem swoją towarzyszkę, by chwilę potem pomóc jej w zdjęciu płaszcza, który potem zawisnął na wieszaku. Dopiero później sam zdjął swoje palto i powiesił je obok wierzchniego okrycia partnerki. Scott dokładnie przyjrzał się obojgu. Kobieta ubrana była w czarną, przylegającą sukienkę przed kolano z głęboko wciętym dekoltem. Burza jej kawowych loków opadała łagodnie na ramiona. Subtelne usta podkreślała burgundowa szminka, a na nogach błyszczały lakierowane szpilki. Mężczyzna natomiast miał na sobie czarne, garniturowe spodnie  i złotą, wzorzystą koszulę w stylu chińskim z wysokim kołnierzykiem. W butach na obcasie Brooke była od niego nieco wyższa, jednak to zdawało się zupełnie im nie przeszkadzać. Gospodarz poprowadził ich do kuchni, połączonej z salonem, gdzie już czekała na nich śliczna pani domu, doglądająca parujących potraw.
- Eleno, cudownie wyglądasz! - zwrócił się do niej Michael i uścisnął ją mocno. - A to jest Brooke Shields.
- Bardzo miło mi cię poznać... Proszę, siadajcie do stołu. Kolacja jest już prawie gotowa.
*
- ... i właśnie wtedy, kiedy mijaliśmy grupę dziewcząt, mały Mike szepnął do Jermaina "Ciekawe, jakie miała majtki...". Niestety, zrobił to na tyle głośno, że usłyszałam to nie tylko ja, ale też jedna z nastolatek. Miał szczęście, że był wtedy taki uroczy, bo mogłoby się to dla niego źle skończyć - zaśmiała się Brooke i pogładziła przyjaciela po ramieniu.
- Sugerujesz, że teraz już nie jestem uroczy?
- Bądźmy szczerzy, z etapu rozbrajającego dzieciaka przeszedłeś na wyższy poziom czarującego, młodego mężczyzny. Nie pamiętasz, co powiedziała pani Ross?
- Daj spokój, Brookie... Diana przesadziła. Po prostu chciała sprawić mi przyjemność. W życiu nie przeszłoby mi przez myśl, że dla kogokolwiek mógłbym być ... - urwał, będąc zbyt nieśmiałym, by dokończyć sentencję.
- Seksowny? Michael! Jesteś diabelnie seksowny i nie próbuj twierdzić inaczej. Chyba zgodzisz się ze mną w tej kwestii, Eleno?
- Pozwolisz, że nie zabiorę głosu, ponieważ obok siedzi miłość mojego życia, a nie chcę, by poczuł się zazdrosny - odpowiedziała dziewczyna, mrugając porozumiewawczo.
- Jasne, rozumiem... Przepraszam was na moment. Moglibyście powiedzieć mi, gdzie jest łazienka?
- Oczywiście, korytarzem prosto, drugie drzwi po lewej.
Kobieta, w zmysłowej, czarnej sukience odeszła od stołu, odprowadzona wzrokiem partnera. Kiedy tylko zniknęła, gospodarze spojrzeli na oczarowanego mężczyznę i uśmiechnęli się wymownie.
- Powiedz mi szczerze, Mike... Kim wy dla siebie jesteście, co? - zaczął śmiało Scott. - Nie spuszczasz z niej oczu od początku kolacji. Wyglądasz zupełnie jak dziecko wpatrzone w zabawkę na witrynie sklepowej...
- Uhm... Jesteśmy przyjaciółmi od dziecka. Brookie swoją karierę rozpoczęła bardzo wcześnie, zupełnie tak jak ja. I chyba to nas połączyło. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez niej... Jest zjawiskową kobietą w każdym calu.
- Myślisz o jakimś poważnym kroku? - zapytała niepewnie Elena, zerkając na serdeczny palec przyjaciela.
- Wiem, że może wam się to wydać szalone, ale chciałbym się jej oświadczyć...
Narzeczeni patrzyli na Michaela w kompletnym osłupieniu. Nie uważali go za człowieka zbyt śmiałego, a już na pewno nie tak odważnego, by podjąć taką decyzję. Zupełnie nie spodziewali się po nim takiej deklaracji, tymczasem powinni jakoś zareagować. Mężczyźnie, zmartwionemu ich milczeniem, na twarz powrócił oddalony wcześniej smutek.
- Sądzicie, że to nie jest dobry pomysł?
- Co nie jest dobrym pomysłem? - zapytała, pojawiając się ponownie w salonie Brooke.
- Michael chciał już wracać, a my próbujemy mu to wybić z głowy.
Elena jak zawsze potrafiła wybrnąć z trudnej sytuacji. Przeprosiła na chwilę zebranych i zabrała przyjaciela na stronę. Położyła mu dłoń na ramieniu, popatrzyła w intensywnie czekoladowe oczy i wzięła głęboki oddech. Musiała go powstrzymać, przynajmniej na chwilę, zanim zrobi coś głupiego i będzie żałował tego do końca życia. Ponownie zaciągnęła się aromatem jego cudownych perfum i powoli wypuściła powietrze z płuc.
- Wiem, że to nie moja sprawa, ale błagam cię, nic jej jeszcze nie mów...
- Dobrze wiesz, że liczę się ze zdaniem twoim i Scotta. Tylko dlaczego mam jej nie mówić?
- Po prostu mam przeczucie, że to nie jest najlepszy moment... Jeśli zaczekasz z oświadczynami, obiecuję, że pomogę ci to zaaranżować tak, że Brooke nie będzie w stanie ci odmówić - wyciągnęła przed siebie dłoń z wyprostowanym małym palcem - Deal?
- Deal.
Przypieczętowali umowę "obietnicą na mały palec", po czym objęli się czule. Zamierzała pomóc mu w rozwinięciu tej miłości, w ramach rekompensaty za swoje samolubne myśli. Sprawi, że Michael będzie żył długo i szczęśliwie...








Just Good Friends_5

Lustro pokrywała cienka warstwa pary wodnej, która wciąż po części wypełniała łazienkę. Elena, w pozycji leżącej, wygrzewała swoje ciało w gorącej wodzie z dodatkiem aromatycznego olejku różanego. Zwykle ten zapach bardzo ją tłamsił, jednak po ostatniej wizycie u Michaela naprawdę pokochała te kwiaty. Tę zmianę upodobań zawdzięczała ogrodowi wypełnionemu właśnie różami, których woń otaczała spacerujących przez cały czas. Jednak tamte róże były zupełnie inne. Tak świeże, urocze i zniewalające, jak żadne inne, które do tej pory miała okazję podziwiać. Podczas tej długiej kąpieli miała wreszcie chwilę, by zastanowić się nad wydarzeniami ostatnich kilku tygodni. Znajomość osobą tak popularną i wpływową, jak Jackson mogła zagwarantować jej szybki rozwój zawodowy i rozgłos w mediach, co na pewno wpłynęłoby korzystnie na liczbę jej kontraktów. Z drugiej strony widziała w nim człowieka zagubionego, skrzywdzonego przez tak wielu, że aż ciężko było jej uwierzyć, iż wciąż jest w stanie zaufać. Mimo nieczęstych, jednak naprawdę miłych spotkań z nim, zdążyła dostrzec jego dziecięcą naturę, ujawniającą się dopiero wtedy, gdy czuł się swobodnie. Nieśmiałość i niewinność z jaką odnosił się do wszystkich sprawiała, że był osobą, z którą chciało się przebywać. W dodatku nawet w stosunku do swoich podwładnych był sympatyczny i pełen szacunku. Powoli, by zniwelować możliwość zawrotów głowy, podniosła się i ostrożnie wyszła z wanny. Jej smukłe ciało ociekało wodą, a mokre włosy przyklejały się do pięknej twarzy. Owinęła się puszystym, kremowym ręcznikiem i wyszła z łazienki. Po domu roznosił się aromat, przygotowywanego przez jej narzeczonego, sosu pomidorowego. Spaghetti było popisowym daniem Scotta, które dziewczyna naprawdę ubóstwiała, chociaż na jedzenie go nieczęsto mogła sobie pozwolić. Jako modelka musiała pozostać przy swojej wadze, by nie wypaść z obiegu i nie zaprzepaścić rozwijającej się kariery. Wciąż otulona kawałkiem materiału położyła dłoń na ramieniu pichcącego obiad narzeczonego, by po chwili wtulić się w jego plecy.
- Hej, Kochanie... - powiedział Scott czułym głosem. - Jak udała się kąpiel?
- Wreszcie miałam szansę odrobinę się odprężyć. Ta dzisiejsza sesja wykończyła mnie zupełnie.
- Najważniejsze, że się udała. Wyglądałaś zjawiskowo... Zresztą jak zawsze. Jak ty to robisz, że codziennie zakochuję się w tobie od nowa?
Dziewczyna delikatnie ujęła w dłonie jego twarz i złożyła na jego ustach czuły pocałunek. Dopiero po chwili zauważyła odrobinę sosu pozostałą w kąciku jego warg.  Kawałkiem chusteczki wytarła czerwoną plamkę i uśmiechnęła się do ukochanego. W jego zielonych oczach widziała bardzo wyraźnie swoje odbicie.
- Scotty, wiesz, myślałam sobie ostatnio o Michaelu... Nie sądzisz, że to naprawdę samotny człowiek? - zapytała przeczesując smukłymi palcami jego gęste włosy.
- Myślę, że brakuje mu ludzi, z którymi mógłby po prostu porozmawiać. Kiedy go odwiedzamy, wydaje się być naprawdę radosny.
- Zastanawiam się, dlaczego wybrał nas na swoich znajomych... Przecież każdy chciałby przyjaźnić się z Michaelem Jacksonem...
- Słońce, to, że każdy by chciał, nie znaczy, że każdy powinien. Przyjaźń z takim człowiekiem jest nie lada wyzwaniem. Póki co mamy szczęście, że prasa o niczym jeszcze nie wie. Nie mam pojęcia, jak długo nasza dobra passa będzie trwała.
- Dziś przestraszyłam się samej siebie. Przez moją głowę przeszła myśl, że gdyby media dowiedziały się o naszej relacji z nim, moja kariera ruszyłaby z miejsca... To było naprawdę podłe! Sama nie wiem, jak mogłam pomyśleć o czymś takim.
- Nie obwiniaj się... Najważniejsze jest to, że szybko wyrzuciłaś ten pomysł z głowy. To naprawdę świetny facet i uwierz, że ja też doceniam szansę daną nam przez los. Mam wrażenie, że znajomość z nim będzie dla nas czymś naprawdę wspaniałym.
Objął czule przyszłą żonę i w ciszy rozkoszował się momentem bliskości, dopóki romantycznego nastroju nie przerwał irytująco głośny dźwięk telefonu. Scott niechętnie puścił Elenę i ze zrezygnowaniem pokręcił głową. Dziewczyna, trzymając ręcznik, którym wciąż była okryta, podbiegła by odebrać. Podniósłszy słuchawkę, usłyszała wysoki, dobrze znany jej głos, który mimo wszystko odrobinę ją zaskoczył. 
-Michael? Nie spodziewałam się, że zadzwonisz... Jak się miewasz?
- Wyśmienicie, dziękuję! A co u ciebie i Scotta?
Nie wierzyła własnym uszom, ale on naprawdę wręcz tryskał pozytywną energią. Za każdym razem, gdy się spotykali, wydawał się być trochę przygnębiony. Wrażenie to pogłębiało się podczas rozstań, kiedy stojąc na schodach domu w Neverlandzie, machał im na pożegnanie. Teraz jednak brzmiał, jak człowiek zupełnie szczęśliwy. Nie mogła się doczekać, by wreszcie poznać powód jego świetnego humoru.
- Dziękujemy, u nas wszystko w porządku. Brzmisz bardzo... entuzjastycznie - powiedziała wreszcie, znalazłszy właściwe słowo.- Czy coś się stało?
- Można tak powiedzieć, ale to raczej nie jest rozmowa na telefon.
- W takim razie, może miałbyś ochotę wpaść dzisiaj do nas na kolację?
- Hmm... Sam nie wiem. Czy mielibyście coś przeciwko, gdybym kogoś przyprowadził?
- Oczywiście, że nie! W takim razie widzimy się wieczorem. Masz jakąś kartkę i długopis? Podam ci nasz adres...
- Będę polegał na mojej pamięci - zapewnił, a ze słuchawki popłynął jego słodki śmiech.
- Miejmy nadzieję, że jest słoniowa... Winston St. 7/58.
- Zapamiętałem. Do zobaczenia, Eleno.
Telefon ponownie zamilkł, a ona pozostała ze swoją niezaspokojoną ciekawością. Nie miała pojęcia, kogo zamierzał przyprowadzić Michael. Przez krótki moment pomyślała o jego dobrym przyjacielu, Billu, jednak zaraz uświadomiła sobie, że musiało chodzić o kogoś innego. Podekscytowana, wróciła do kuchni i powiedziała do narzeczonego:
- Zgadnij, kto dzwonił.
- Czyżby nasz cudowny pan Jackson?
- Skąd wiesz?
- Bo zawsze po rozmowie z nim, na twojej twarzy wykwita prześliczny uśmiech. Chyba powinienem być zazdrosny...
- Nie ma potrzeby, najdroższy. Zaprosiłam go dziś do nas na kolację. I wiesz co? Nie przyjdzie sam.
- Zdradził ci, kto będzie jego osobą towarzyszącą?
- Nie mam zielonego pojęcia, ale zapowiada się ciekawy wieczór. Lepiej pójdę się przygotować. Przecież nie będę tak paradować w samym ręczniku...
- Mam nadzieję, Elen. Niektórymi rzeczami nie zamierzam dzielić się z Michaelem!



sobota, 8 lutego 2014

Just Good Friends_4

Słońce, górujące nad błękitnym niebem, złotymi promieniami oświetlało falujące na wietrze gałęzie wierzby, co tworzyło na ziemi istny teatr cieni. Srebrne auto podjechał pod wskazany adres i zatrzymało się przed nietypową bramą. Szmaragdowe pręty ozdobione były wieńcami świeżych, czerwonych kwiatów, w środku których znajdował się napis "NEVERLAND  Once upon a time".  Szyba auta powoli opuściła się, a głośnika obok odezwał się męski głos, z wyraźnym pirackim akcentem:
- Witaj, przybyszu, w Nibylandii,  krainie, gdzie przygodom nie ma końca, a zachód słońca jest początkiem nowej, wspaniałej historii. Kim jesteś i czego tu szukasz, strudzony wędrowcze?
Siedzący w błyszczącym mercedesie wymienili zaskoczone spojrzenia.
- No no... Szczerze powiedziawszy, tego się kompletnie nie spodziewałem... - wyszeptał chłopak do swojej towarzyszki, a potem, już głośno, dodał - Scott Anderson i Elena Castellano. Zostaliśmy zaproszeni przez pana Jacksona na dzisiejsze popołudnie.
Przez dłuższą chwilę, ciszę panującą dookoła, przerywał tylko dźwięczny śpiew skowronka, ukrytego gdzieś, w koronach drzew znajdujących się po drugiej stronie ogrodzenia. Narzeczeni czekali z niepokojem na jakąkolwiek reakcję. Wtem, przy cichym szczęknięciu z głośnika pirat ponownie zabrał głos:
- Witajcie! Kiedy przekroczycie tę bramę, wasza wielka przygoda rozpocznie się.
Przez głowę dziewczyny przemknęła myśl, że może tajemniczy korsarz jest nie tak daleki od prawdy... Magiczna brama skrzypnęła lekko, po czym zupełnie samodzielnie zaczęła się otwierać. Jechali powoli, rozglądając się po otaczającym ich ranczu oczami pełnymi zachwytu. Mijane przez nich alejki, wysypane piaskowymi kamyczkami, wiły się w nieskończoność wokół fontann, figurek z brązu i rabatek najbarwniejszych kwiatów. Zewsząd płynęła muzyka klasyczna, która tak perfekcyjnie harmonizowała się z dźwiękami natury. Para chłonęła tę niesamowitą atmosferę, wyglądając zupełnie jak dzieci podczas wycieczki do Disneylandu. Kiedy wreszcie zbliżyli się dostatecznie, ich oczom ukazała się willa w stylu Tudorów, tak idealnie wpasowująca się w bajkowy kanon tego miejsca. Ogromny zegar z kwiatów widoczny dobrze z lotu ptaka otaczał emblemat Neverlandu - chłopca siedzącego na księżycu. Powoli, ciągle rozglądając się z fascynacją, wysiedli z auta. Drzwi dużego domu otworzyły się i wyszedł z nich mężczyzna w chabrowej koszuli, z czarną fedorą na gęstych lokach, których pojedyncze pasma opadały mu na twarz. Pomachał radośnie swoim gościom i lekkim krokiem podążył w ich kierunku. Najpierw ucałował dłoń kobiety, dopiero później uścisnął rękę wyciągniętą przez mężczyznę.
- Witam w moich skromnych progach... - powiedział swoim lekko nieśmiałym głosem, uśmiechając się delikatnie.
- Skromnych? To naprawdę cudowne miejsce...
Uśmiechnął się do dziewczyny, która w swych słowach nie kryła zachwytu. Była ona ubrana w podwinięte jasne jeansy, różowy sweter, na który naciągnęła granatową marynarkę, a jej szyję ozdabiał naszyjnik z pereł. Na lewym przegubie pobrzękiwały kolorowe bransoletki. Miodowe włosy układały się lekkimi falami na jej ramionach. Chyba zauważyła, że jej się przygląda, gdyż odpowiedziała uśmiechem i ujęła dłoń swojego narzeczonego.
- Przepraszam, odrobinę się zamyśliłem... Zapraszam was do środka.

*

Po obejrzeniu niektórych części tego wielkiego domu, gospodarz wraz z gośćmi wyszedł na przestronny taras, by dać odpocząć na świeżym powietrzu. Zajęte miejsca przy stoliku pozwalały na przyglądanie się posiadłości w całej okazałości. Parę metrów od nich stała lśniąca kolejka, która choć teraz nieużywana, stanowiła jedną z wielu atrakcji rancza. Narzeczeni, wciąż oczarowani rezydencją, podziwiali piękne widoki, kiedy Michael zapytał:
- Chciałbym dowiedzieć się o was czegoś więcej. Czym się zajmujecie?
- Elena jest modelką, a ja zajmuję się jej karierą. To pochłania praktycznie cały nasz czas. Ale to dzięki temu, że razem pracujemy, mam teraz tak cudowną narzeczoną - powiedział Scott i pogładził wierzch dłoni dziewczyny.
- To naprawdę świetnie, że macie siebie...
Trzymając się za ręce, patrzyli, jak gospodarz odpływa myślami gdzieś daleko, zawieszając wzrok tuż nad linią horyzontu. Nie bardzo wiedzieli, co powinni zrobić. Czuli się niezwykle skrępowani trwającym ciągle milczeniem, dlatego właśnie młoda kobieta postanowiła wreszcie je przerwać.
- Michael... Prosimy, teraz ty opowiedz nam coś o sobie...
- Coś o sobie? Zastanawiam się, czy są jeszcze jakieś rzeczy, których ludzie o mnie nie wiedzą. Przecież prasa śledzi mnie na każdym kroku. Czyż to nie znaczy, że powinniście już znać prawdziwego Michaela Jacksona? - zapytał  z gorzkim uśmiechem.
- To, co publikują media, nierzadko okazuje się bezwartościową pisaniną. Oni nie piszą o tym, jaki człowiek jest naprawdę. Poza tym, poznaliśmy się, kiedy nie byłeś na scenie. W życiu prywatnym jesteś chyba troszeczkę inny, prawda?
- Masz rację, Eleno... - w jego oczach ponownie pojawił się cień radości. - Właściwie, wszystko, co chcielibyście o mnie wiedzieć, jest wpisane w to miejsce. Neverland, to ja. Stworzyłem go takim, jakim jest, by każdy, kto tu przyjedzie, znów poczuł się dzieckiem i zapomniał o problemach.
- To naprawdę świetne miejsce, Michael. W życiu nie widziałem czegoś tak niesamowitego! - przyznał z entuzjazmem Scott.
- Dziękuję... Wiecie, jesteście zupełnie inni, niż ludzie, z którymi ciągle przebywam... Jesteście prawdziwi.
Kiedy tak siedzieli, rozkoszując się spokojem i harmonią otaczającą ich ze wszystkich stron, od strony frontowego wejścia pojawił się rosły mężczyzna w czarnym garniturze. Pomachał do zgromadzonych na tarasie i energicznie podbiegł. Gdy był oddalony już tylko o kilka kroków, narzeczeni rozpoznali w nim owego ochroniarza, z którym był Michael, gdy pomogli im na drodze.
- Witaj Bill, jak się miewasz? - zapytał, ze szczerym zainteresowaniem, pan domu. - Pamiętasz Elenę i Scotta?
- Oczywiście, że pamiętam. Miło was widzieć. Czuję się całkiem nieźle, dziękuję. Mike, przykro mi przerywać wasze spotkanie, ale właśnie dzwonił Quincy i mówił, że musi z tobą pogadać.
Gospodarz popatrzył smutno na nowych towarzyszy, gdy pojął, że za chwilę będzie musiał się z nimi rozstać. Narzeczeni wstali z miejsc i uśmiechnęli się pokrzepiająco do niego. Wiedzieli, że powinni już wracać.
- Nie będziemy ci już przeszkadzać...
- Obiecajcie, że odwiedzicie mnie jeszcze... - powiedział z nadzieją w głosie.
- Możesz na nas liczyć Michael.
Wraz ze Scottem wymienił silne uściski dłoni, natomiast z Eleną pożegnał się przyjacielskim objęciem. Na krótki moment zapach jej waniliowych perfum uderzył mu do głowy, lecz natychmiast przywrócił się do porządku. Patrzył, jak odjeżdżają swoim srebrnym mercedesem i z nadzieją myślał o przyszłości.
- Mówiłem ci, Bill, że oni są inni.
- Cieszę się, Michael, że przynajmniej tym razem się nie zawiodłeś...





wtorek, 4 lutego 2014

Just Good Friends_3

- Właściwie, to dlaczego powiedziałeś im, żeby podwieźli nas właśnie tutaj, Bill? - zapytał zaciekawiony Michael, wycierając twarz puszystym ręcznikiem z logo Hiltona.
Minęła już ponad godzina, odkąd rozstali się ze swoimi nowymi znajomymi. Mieli teraz czas na chwilę odpoczynku, zanim opuszczą hotel i wrócą do domu. Ochroniarz, przerzucając kanały w telewizorze nie wydawał się być zbytnio zdziwiony pytaniem przyjaciela. Znali się już od dobrych kilku lat, dlatego dobrze wiedział, że tamten chciał zaprosić dwoje nowo poznanych ludzi na swoje ranczo.
- Ponieważ wolałem, żeby na razie nie zbliżali się do Neverlandu. Znamy ich dopiero od kilku godzin, a ty już chcesz zapraszać ich do domu. Za bardzo ufasz ludziom, Mike... Czy sytuacja z ojcem Jordana niczego cię nie nauczyła?
Zanim zorientował się, co powiedział, zobaczył, jak wyraz twarzy towarzysza momentalnie się zmienia. Łagodny uśmiech znikł z jego ust, a w oczach pojawił się płomień gniewu. Nie powinien był przywoływać tej historii. Jeszcze nie teraz, gdy cała frustracja nie minęła. Przecież doskonale pamiętał ten moment, kiedy Evan, dowiedziawszy się o przyjaźni Michaela ze swoim synem, zaproponował mu, by sfinansował jego przedstawienie teatralne. Jackson obcował ze sztuką już od dziecka, dlatego od razu zrozumiał, że projekt Chandlera nie ma żadnych walorów artystycznych, a on sam jest jedynie niespełnionym pisarzem, który skończył jako dentysta. Bill przeczuwał, że cała ta sprawa jeszcze nie została zakończona, a Evan, prędzej czy później, pokaże swoją drugą twarz. Teraz jednak było spokojnie. Jordan wraz z matką nareszcie wyprowadzili się z Neverlandu, więc ochroniarz odetchnął z ulgą.
- Może i masz rację, ale czuję, że Elena i Scott są w porządku. Wyglądali na całkiem sympatyczną parę. I właściwie to jestem pewien, że teraz się wściekniesz, ale muszę ci powiedzieć, że zaprosiłem ich na jutrzejsze popołudnie... - wydukał nieśmiało mężczyzna, nerwowo przygryzając wargę.
- Nie mam do ciebie siły, Mike... Zresztą, to twój dom. Ale jeśli tylko stanie się coś złego, nie zdziw się, że powiem "a nie mówiłem?".
- Zobaczysz, że będzie super! Chciałbym w końcu poznać kogoś, z kim mógłbym spędzać wolny czas.
- Mówisz, jakbyś miał go tak dużo, że nie wiesz co z nim robić. Poza tym masz już przyjaciół. Co z panią Taylor i panią Ross?
- One mają też swoje sprawy. Nie chcę narażać ich nadto na nudne godziny spędzane w towarzystwie chłopczyka, którym niewątpliwie dla nich jestem. Bill, Diana i Liz to dojrzałe kobiety, którym nie w głowie tacy mężczyźni jak ja...
- Zdecyduj się, Michael. Jeśli szukasz przyjaźni, być może uda ci się ją znaleźć u tych dwojga. Ale jeśli chcesz miłości... Boję się, że możesz się zawieść.
- Nie szukam miłości u Eleny. Nie słyszałeś, że jest zaręczona? Poza tym, spotykam się z Brookie.
- Jesteś pewien? Widziałem, jak wpatrywałeś się tymi swoimi maślanymi oczami w tę dziewczynę. Przyznaj, zwróciła ci w głowie, co?
- Bill, widziałem ją pierwszy raz w życiu. Jest naprawdę piękną kobietą, więc nie rozumiem twojego zdziwienia moją reakcją. Zresztą, ty wcale nie byłeś lepszy! - wytknął mu Michael i uśmiechnął się szyderczo.
- To chyba nie grzech podziwiać taką urodę.
- Jestem tego samego zdania... - mrugnął porozumiewawczo i zniknął za drzwiami łazienki.



*
- Wciąż nie mogę w to uwierzyć... - powiedziała dziewczyna, głaszcząc trzymanego na kolanach szczeniaka.
- Ja też nie. Właśnie podwieźliśmy do hotelu samego Michaela Jacksona! I dopóki nie zdjął okularów, nawet nie zorientowaliśmy się, że to on. Jak to możliwe?
- Ani ty, ani ja, nie jesteśmy jego fanami, znamy go tylko z muzyki i okładek płyt. Swoją drogą, jak na tak wielką  gwiazdę, jest całkiem sympatyczny, nie sądzisz?
- Kochanie... Mam się czuć zazdrosny? - zapytał, kładąc wolną od trzymania kierownicy dłoń na jej kolanie.
- Proszę cię, Scott... On by nawet na mnie nie spojrzał. Może mieć każdą kobietę. Poza tym, ja już znalazłam swojego księcia z bajki...
- Za żadne skarby świata bym pani nie oddał, pani Anderson.
- Hej, mi amor, póki co, "panno Castellano". Jeszcze tylko półtora roku do zmiany nazwiska. Musisz się wstrzymać.
Ich rozmowę przerwało radosne szczekanie młodego psiaka. Dojeżdżali już do bramy swojego niedawno kupionego domu. Wzniesiony z czerwonej cegły, ukryty za kilkoma drzewami, witał swoich właścicieli poruszanymi lekko przez wiatr firankami. Zielony bluszcz zarastający drewnianą altanę, zacieniał ją, tworząc idealne miejsce do letnich odpoczynków. Ogród, choć niewielki, pozwalał na hodowlę ulubionych kwiatów Eleny, towarzyszących jej od zawsze frezji. Małe oczko wodne, znajdujące się pod rozłożystą wierzbą, mieniło się od złocistych grzbietów ryb, w których odbijały się słoneczne promienie. Scott przekręcił srebrny klucz w podstarzałym zamku i uchylił drzwi do ich romantycznego gniazdka. Kiedy tylko mały Spike znalazł się w kuchni, zniknął w swoim legowisku, natomiast narzeczeni objęli się czule.
- Jak sądzisz, powinniśmy skorzystać z jego zaproszenia? - zapytała szeptem kobieta, wtulając głowę w tors ukochanego.
- Królowi Popu się nie odmawia... Co ty na to, abyśmy uhonorowali dzisiejszy dzień lampką czerwonego wina?
- Świetny pomysł.
Mężczyzna uwolnił z uścisku swoją wybrankę i wyjął z kuchennej szafki dwa kieliszki. Na blacie, tuż obok wazonu ze świeżymi kwiatami i ekspresu do kawy stała butelka półsłodkiego Rosso Merlot. Gdy kieliszki zostały napełnione, wzniósł toast:
- Za owocne spotkanie z Michaelem Jacksonem, człowiekiem-kameleonem.



niedziela, 2 lutego 2014

Just Good Friends_2

- Mike! Gdzieś ty się podziewał? Miałeś czekać w samochodzie... Chcesz, żebym dostał przez ciebie zawału?
Ochroniarz wydawał się być naprawdę zdenerwowany. Chodził w kółko i nawet na chwilę nie stawał w miejscu. Kiedy jego szef nareszcie się zjawił, odetchnął z ulgą. Nie potrafił nawet wyobrazić sobie, że coś mogłoby mu się stać. Troskliwie poklepał przyjaciela po plecach, a później badawczo przyjrzał się dwójce nieznajomych. Na oko trzydziestoletni chłopak nie zrobił na nim większego wrażenia, za to przeniósłszy wzrok na zgrabną blondynkę, mrugnął porozumiewawczo do Michaela. Ten, skryty za ciemnymi okularami, nie zdradził niczym swojego zainteresowania piękną dziewczyną.
- Ci państwo zgodzili się nam pomóc, Bill.
- To bardzo uprzejme z państwa strony - przytaknął ochroniarz i uśmiechnął się do kobiety. - Przypuszczam, że nie mają państwo zapasowego koła do podobnego samochodu.
Wzrok wszystkich spoczął na młodym mężczyźnie, który z zafascynowaniem oglądał każdy detal samochodu. Delikatnie, jakby z namaszczeniem, dotknął przebitej opony, po czym spojrzał błyszczącymi oczyma na właściciela auta.
- Przepraszam, za moją bezpośredniość, ale skąd, do diaska, wytrzasnął pan taką brykę? Rolls Royce Silvver Seraph? Myślałem, że jest dopiero w fazie testów...
- Zgadza się. Przyjmijmy, że pozwolono mi go przetestować... - powiedział tajemniczo, opatulony szalikiem Michael.
- Skoro już mam panu jakoś pomóc wyjść z tej sytuacji, może przejdźmy na "ty". Scott Anderson, a to moja narzeczona - Elena Castellano.
Kobieta uśmiechnęła się, ukazując dołeczki w perfekcyjnie wyrzeźbionych przez naturę policzkach i wyciągnęła dłoń do nieznajomego.
- Bardzo mi miło.
- Mnie również, nazywam się Michael Jackson, a to mój przyjaciel, Bill Truscot.
Po twarzach nowo poznanych ludzi przemknęło zmieszanie. Spojrzeli na siebie, równie zdziwieni, co speszeni, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszeli. Niedorzeczność sytuacji podsycał fakt, iż nie rozpoznali go od razu.
- Czy to są jakieś żarty..?
- Jestem całkowicie poważny - odpowiedział uśmiechnięty Mike, zdejmując okulary i odsłaniając swoje duże, czekoladowe oczy.
Teraz mogli być już zupełnie pewni. Przed nimi, we własnej osobie stał Król Popu - Michael Jackson. Jego czarne, kręcone włosy rozwiewał przenikliwy, północny wiatr, a niewinny uśmieszek zdradzał, iż świetnie się bawi, obserwując ich reakcję. Kiedy wreszcie, po kilku całkiem długich minutach, ochłonęli, dziewczyna śmiało zaproponowała:
- Wydaje mi się, że sami nie damy rady naprawić tej opony. Powinni panowie zadzwonić po pomoc drogową, a tymczasem my panów podwieziemy. Co pan o tym sądzi, panie Jackson.
- Przecież przed chwilą ustaliliśmy, że będziemy mówili do siebie po imieniu, nieprawdaż? Poza tym, nie chciałbym narażać was na niepotrzebną fatygę, Eleno.
- Ależ to żaden kłopot. Więc dokąd jedziemy?
- Wiecie, jak dotrzeć do hotelu "Hilton"? - wyrwał się Bill, zanim Mike zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Jasne, to jakieś pół godziny drogi stąd.
- W takim razie, tylko zabierzemy nasze rzeczy z auta, zadzwonimy po pomoc drogową i zaraz do was dołączymy. Michael, będziesz potrafił znaleźć miejsce, gdzie zaparkowali Elena i Scott?
- Hmm... Słucham?
Był zupełnie rozkojarzony, czego powód jego przyjaciel natychmiast dostrzegł. Rozmarzone oczy czarnowłosego mężczyzny w fedorze spoczywały na, niczego nie podejrzewającej, uroczej dziewczynie, która trzymała na rękach rozradowanego szczeniaka. Zupełnie nie dziwił się jego zachowaniu. Widok tak pięknej kobiety i w nim wzbudził pewne uczucia, jednak powstrzymywał je odpowiedzialnie, mając w głowie obraz swojej żony i trójki dzieci. Ale Mike? Miał 33 lata, był sam, zawsze marzył o założeniu rodziny... Miał prawo zainteresować się Eleną. Szkoda tylko, że ta była już zaręczona.
- Pytałem, czy trafiłbyś z powrotem ich samochodu.
- Uhmm... Tak, sądzę, że tak.
- Świetnie, w takim razie zaczekajcie tam na nas. Za moment do was dołączymy.
Patrzyli, jak narzeczeni powoli oddalają się, zostawiając ich ponownie sam na sam. Ochroniarz popatrzył na swojego podopiecznego, uśmiechając się na samą myśl wyrazu jego twarzy. Położył ciężką dłoń na ramieniu przyjaciela i westchnął:
- Oj Michael...



sobota, 1 lutego 2014

Just Good Friends_1

Zapraszam do zapoznania się z nowym opowiadaniem "Just Good Friends". Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Miłego czytania :)
Liberian_Girl

Podróż autem w chłodny, mglisty poranek była jedną z przyjemniejszych rzeczy, jakie wydarzyły się w jego życiu od ostatnich czterech tygodni. Ciężka praca w studiu nagraniowym oraz na planach teledysków zaowocowała albumem, który miał pobić swoich poprzedników pod każdym względem. Dojrzały, a jednocześnie śmiały projekt zawierał między innymi poruszające ballady, takie jak "Will You Be There" i "Heal The World", a także mocno osadzone w rytmie kawałki, na przykład "Jam", czy "In The Closet". Był dopieszczony w każdym aspekcie. Na tej płycie nie było miejsca na niedociągnięcia, a przypadkowi nie pozostawiono żadnej, nawet epizodycznej, roli. Ustanowiono już kolejność wychodzenia singli, mających wypromować płytę tak, aby pozostawiła ona w tyle "BAD", a przede wszystkim sprzedanego w ponad stumilionowym nakładzie "Thrillera". On sam stawał się coraz starszy, nabierał coraz większego doświadczenia, dlatego oczekiwał od siebie znacznie więcej. Zrobił wszystko, by wznieść się na wyżyny przemysłu muzycznego i ustanowić kolejne rekordy. Teraz miał odrobinę czasu dla siebie i zamierzał spędzić ją tak, by później z nową energią i entuzjazmem wyruszyć w wyczekiwaną przez wszystkich trasę koncertową. Przez przyciemnioną szybę czarnego Rolls Royce'a Silvver Seraph oglądał okolicę oczami zwykłego 33 -letniego mężczyzny. W tamtej chwili zupełnie nie czuł się jak supergwiazda muzyki Pop, najpopularniejszy człowiek na świecie. Wszystko wydawało się być takie realne, takie bliskie... Wystarczyło wyciągnąć dłoń, by dotknąć gęstej mgły spowijającej drogę. Zazwyczaj podczas jazdy gawędził sobie ze swoim szoferem, ochroniarzem, a jednocześnie dobrym przyjacielem Billem, jednak teraz wolał pozostać pogrążony we własnych myślach. Właściwie trochę niepokoiły go gwałtowne skręty, które od czasu do czasu wykonywał kierowca, mimo to, ufał mu bezgranicznie, dlatego też nie zgłaszał sprzeciwu. Jednak w ułamku sekundy wszystko diametralnie się zmieniło. Koła zabuksowały na śliskiej nawierzchni, a auto obróciło się bokiem do kierunku jazdy. Michael chwycił się mocno oparcia i modlił się gorąco. Pisk opon. Odgłos gniecionego metalu. Mijające w nieskończoność sekundy. Oddychał głęboko, dopóki nie odważył się otworzyć zaciśniętych oczu.
- Nic ci nie jest, Mike? - zapytał go niski, męski głos.
- W porządku, Bill. A ty jak się czujesz?
- Jak ktoś, kto właśnie rozwalił furę wartą ćwierć bańki...
Obaj wymienili niepewne jeszcze uśmiechy, po czym powoli wysiedli z rozbitego samochodu. Postawny mężczyzna ubrany w, opinającą jego mięśnie, koszulkę polo i stare jeansy pogładził dłonią wgnieciony przedni zderzak i prawy błotnik. Maska, z wyjątkiem kilku rysek, nie ucierpiała tak bardzo, jednak to inny problem zmartwił ich znacznie. Lewa tylna opona, bez grama powietrza, rozpłaszczyła się smutno na asfalcie, nie pozostawiając pasażerom nadziei na szybki powrót do domu.
- Złapaliśmy gumę, szefie - zauważył z rezygnacją ochroniarz. - Prędko tego nie naprawimy, a nie widzę w pobliżu żadnego warsztatu... Wszystko przez tę cholerną mgłę!
- Spokojnie, Bill. Może rozejrzyjmy się po okolicy. Przecież muszą tu być jakieś domy, albo chociaż zajazd. Co jakiś czas przy autostradzie mija się parkingi dla tirów.
- I sądzisz, że pozwolę ci tak łazić po dworze, kiedy pogoda jak pod psem? Mowy nie ma. Zostań tutaj i bądź pod telefonem. Jakby działo się coś podejrzanego, to dzwoń.
Michael postanowił nie sprzeczać się już dłużej z przyjacielem i posłusznie zniknął w ciepłym wnętrzu luksusowego auta. Widział, jak pokaźna sylwetka mężczyzny stopniowo znika we mgle, pozostawiając go samego na tym pustkowiu. Po dłuższej chwili spędzonej w głuchej ciszy, wcisnął guzik, chcąc włączyć radio, a jednocześnie zagłuszyć dźwięczną samotność. Antena z trzaskiem wysunęła się na wysokość metra, a z głośników dało się słyszeć charakterystyczne chrzęszczenie. Najwidoczniej znajdował się poza zasięgiem najbliższych stacji. Zrezygnowany naciągnął na plecy podszytą lekkim puchem kurtkę, obwiązał szyję szalikiem w kratę i wyszedł na zewnątrz. Wiatr rozwiewał kręcone pasma włosów wystające spod czarnej fedory, kiedy lekkim krokiem podążał wzdłuż jezdni. Oczy, jak zwykle ukryte za zasłoną przeciwsłonecznych okularów, bacznie badały okolicę. Chcąc sprawdzić, jak bardzo mgła jest gęsta, wyciągnął przed siebie dużą dłoń, lecz kiedy zobaczył znienawidzone plamy wykwitające na jego skórze, natychmiast ukrył rękę głęboko w kieszeni. Przeszedł tak może jeszcze około pięćdziesięciu metrów, zastanawiając się, w którą stronę poszedł Bill, gdy po lewej stronie drogi dostrzegł metaliczny błysk. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, z ulgą stwierdził, iż stoi przed nim Mercedes z 88 roku. Szyby były zbyt zaparowane, by cokolwiek zobaczyć, dlatego mężczyzna tylko nieśmiało zapukał. Kiedy po kilku minutach nikt nie odpowiadał, już zamierzał oddalić się w celu dalszych poszukiwać, jednak niespodziewanie, ktoś od środka pociągnął za klamkę i drzwi auta otworzyły się. Wysiadł z niego wysoki, jasnowłosy chłopak, nerwowo zapinający guziki w swoich eleganckich spodniach.
- Przepraszam, że niepokoję... Miałem tutaj mały wypadek i chciałem tylko zapytać, czy mógłby mi pan pomóc - powiedział niepewnym głosem Michael.
- Uhm... Wypadek? Czy to coś poważnego?
Chłopak, jeśli dobrze mu się wydawało, był od niego niewiele młodszy, za to jego głos był niski i dźwięczny. Miał na sobie idealnie leżący, ciepły płaszcz, a u jego szyi zwisał czekoladowy szal. Przeszywającym spojrzeniem szarozielonych oczu lustrował nieznajomego. Kiedy tak trwał w milczeniu, rozważając wszystkie za i przeciw, z uchylonych drzwi wyjrzała zjawiskowa dziewczyna. Dopinając guziki w białej bluzce, zapytała towarzysza:
- Scott, czy coś się stało?
- Ten facet miał wypadek. Będę musiał iść i mu pomóc. Zostaniesz tutaj, dobrze?
- Pójdę z tobą. Przy okazji wezmę Spike'a na spacer.
Mężczyźni patrzyli, jak wkłada na siebie ocieplaną marynarkę i przeczesuje miodowe włosy dłonią z pomalowanymi, na blady odcień różu, paznokciami. Uśmiechnęła się do przybysza, po czym nachyliła się do wnętrza samochodu, by po chwili wyciągnąć z niego niewielkiego psa, radośnie merdającego ogonem. Kiedy Scott zamknął auto, wziął partnerkę pod rękę i spojrzał wyczekująco na nieznajomego.
- Więc, w którą stronę mamy iść?
- Poprowadzę... - powiedział cicho, oczarowany dziewczyną Mike i ruszył w drogę powrotną.